Koty

Boguś. Albo Bogusław - kiedy coś nabroi 😅
Boguś to zupełne przeciwieństwo Anielki.
Gdzie ona jest spokojna i delikatna, tam on to jeden wielki wir energii i pomysłów.
Łobuz w czystej postaci – zawsze tam, gdzie coś się dzieje, zawsze pierwszy, żeby zajrzeć, powąchać, potrącić łapką.
A mimo to… ma w sobie ogromną czułość.
Wobec dzieci jest zaskakująco delikatny – jakby instynktownie wiedział, że trzeba na nie uważać.
Pozwala się głaskać, czasem nawet chwycić za ogon (choć raczej bez jego entuzjazmu 😅).
To taki mały opiekun z futrem, który pilnuje, żeby nikomu nic się nie stało.
Boguś ma dopiero rok.
Trafił do mnie jako maleńki, chory kociak z działek – z kocim katarem, wychudzony, potrzebujący wszystkiego naraz: ciepła, troski i miłości.
Miał zostać tylko na chwilę. Do czasu, aż wyzdrowieje.
Ale jak to zwykle bywa – został na zawsze ❤️
Nie lubi być sam.
Kiedy ktoś wychodzi z mieszkania, podgryza nogawkę, jakby mówił:
„Ej, gdzie ty się wybierasz bez mnie?”.
Uwielbia, gdy dużo się dzieje – śmiech, ruch, rozmowy.
Zawsze jest wtedy w centrum wydarzeń, jakby to on był ich reżyserem.
A kiedy już się zmęczy, potrafi podejść, przytulić się i… barankiem powiedzieć:
„Lubię cię”.
Nie robi tego często i nie z każdym – dlatego, gdy już to zrobi, wiesz, że to naprawdę coś wyjątkowego.
Boguś.
Mój mały psotnik, ciepłe futro codzienności i serce, które bije zawsze trochę szybciej, gdy coś się dzieje 🐾🖤
Anielka - mała dama w Tulikotach
Anielka to wyjątkowa kotka. Delikatna, subtelna, spokojna – taka, która nie potrzebuje głośnych gestów, żeby pokazać, że jest.
Lubi, gdy głaszczę ją między uszkami, wtedy przymyka oczy i mruczy tak cicho, że trudno odróżnić, czy to dźwięk, czy po prostu oddech szczęścia.
Kiedyś bardzo zachorowała – była tak słaba, że przelewała mi się przez ręce. Pamiętam ten strach, tę bezradność i każdą godzinę, w której walczyłam o nią. To były trudne dni, ale wtedy zrozumiałam, jak silna potrafi być miłość do tak małego stworzenia.
Nie wiem, dlaczego akurat imię Anielka. Może dlatego, że naprawdę ma w sobie coś nieziemskiego. Coś, co uspokaja, rozczula, ogrzewa od środka.
Kiedy muszę wyjechać i zostawić ją choć na parę dni, czuję, że czegoś mi brakuje.
Wieczory są wtedy jakieś cichsze. Ręce szukają jej ciepła na kolanach, a myśli uciekają do niej – czy śpi spokojnie, czy zjadła, czy czeka.
I kiedy wracam, a ona biegnie z tym swoim spokojnym krokiem, ociera się o mnie i mruczy… to wiem, że jestem znowu w domu.
Anielka – dama o miękkim futerku i ogromnym sercu. Mój mały anioł z wąsami 🐱🧡














